Dom,  Lifestyle,  Planner,  Work,  WorkLife

Trzy przeprowadzki, Bory Tucholskie, zmiana trybu pracy, czyli jak zostałam panią domu z biznesem

Długi tytuł, ale u mnie sporo się działo. Nie można powiedzieć o tym w dwóch zdaniach, bo całe wydarzenia nie miałyby sensu. Są dla mnie dużo ważniejsze – nawet bardziej niż wydawało mi się na początku. A początki, jak to początki, nie zwiastują ani środka, ani zakończenia. 

Do rzeczy. Ostatnio zrobiłam się bardziej powolna, refleksyjna. Wpadłam w mimowolny minimalizm, o czym pisałam na moim drugim blogu, pisanym z Tomkiem Węckim – facetem, który skradł mi serducho. A myślałam, że to, cholera, niemożliwe. To przez niego miałam całe to zamieszanie, chwilowe opuszczenie bloga, skupienie się na pracy i znów – mnóstwo pracy, która nie pozwoliła mi na nic blogowego. Teraz jednak wracam. Mam fajne rzeczy do opowiedzenia i zapowiedź produkt specjalnie dla Was.

Zacznijmy więc. 

Trudne roku początki

Pierwsze pół roku 2019 przyniosło mi wiele szczęśliwych chwil. Po nagłym załamaniu, prawie depresji i myślach o tym, by skończyć ze wszystkim (głównie z pracą, pisaniem, ogólnie dotychczasowymi pasjami) przyszedł czas i człowiek, który pomógł mi z tego wyjść szybciej niż się spodziewałam. Od kwietnia dlatego, jeszcze przed świętami, ruszyłam z Art Content na poważnie – z moją piękną firmą, którą kocham jak pierworodną. I tak będzie przez co najmniej kolejne dwa lata. 

Tomek przyniósł ze sobą światło, miłość i nowe plany na życie. Jako że oboje jesteśmy pisarzami (wydał na przykład w czerwcu z moją drobną pomocą poradnik pisarski, najlepszy na polskim rynku), postanowiliśmy połączyć siłę i stworzyć z Art.C., firmę prowadzoną w duecie. Od teraz nie tylko proponujemy usługi związane z copy, wirtualną asystentką, ale również, jeszcze w wakacje, kursy pisarskie i sprzedaż książek. A i na inne, spore wydawnicze rzeczy mamy ochotę.

Wraz z Tomkiem przyszedł domek – i nowe obowiązki, brak pewności, czy kończyć, czy nie kończyć studiów. Życie, zawirowanie, ale nadal na poziomie, z którym mogę sobie poradzić. Przynajmniej teraz jestem szczęśliwa, bo szczęście wypełnia mnie i nie chce puścić – a to do mnie totalnie niepodobne. Więc…

Przeprowadziłam się – trzy razy w ciągu kilku dni

Najpierw musiałam wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania w Łodzi. Jego ogarnięcie po psie nie było proste, ale się udało – i wyszło całkiem w porządku. Trzy dni pakowałam rzeczy, by potem rozpakować je w domu rodzinnym, przepakować i znów spakować walizy na ostatni cel tej beznadziejnej momentami podróży – do leśnej chatki. Ale było warto, bo teraz mogę żyć tak, jak zawsze chciałam. Wolna od zgiełku, bez przymusu korzystania z miejskich atrakcji, z możliwością wspólnego posiedzenia we własnym ogrodzie. To znaczy – jeszcze jego ogrodzie, ale panoszę się tutaj na tyle, że domek po tygodniu już przypomina moje małe królestwo. 

Z przeprowadzką przybyło obowiązków, a z obowiązkami pomachała do mnie własna firma. Nie chcę jednak, by zajęła mi ona sześć, osiem godzin, a dwie, maksymalnie trzy. Dlatego wprowadzam oszczędzanie do leśnej chatki, o którym będę Wam pisać na WorkLife Integration. Bo – tak, oczywiście! – ożywiam bloga na nowo i obiecuję wam wiele fajnych treści. Nie tylko w postach, ale również poprzez darmowe na ten moment materiały elektroniczne. O czym będzie to e-book? O problemach w zdalnym biznesie, o których nikt nie mówi, a powinniśmy. Nie pożałujecie zapisu na przyszły newsletter. 😉

Tęskniłam za tym miejscem. Teraz wiem, że po podniesieniu się z klęczek i czarnych myśli będę mogła dać wam to, co najlepsze – pod kątem pieniędzy, biznesu i oszczędnego, ale pełnego radości życia. Mam tylko nadzieję, że nadal tu jesteście.