Marzenia,  Planner,  Plany,  Work,  WorkLife,  Zarobek

Działalność gospodarcza w wieku 22 lat – hit czy kit?

Pierwszy dzień marca! Jeszcze przed chwilą miałam w kalendarzu grudzień. Ba, miałam zupełnie inny kalendarz! Tymczasem siedzę przy stole z CreateYourself i próbuję zaplanować ten bardzo ważny miesiąc. Po burzliwym lutym wracam do regularnej pracy nie tylko nad biznesem, ale również nad blogiem i podcastem, który ruszy pewnie gdzieś w połowie wiosny. Na razie warto poukładać swoje prywatne sprawy, a potem pomknąć jak burza, prawda?

W marcu chciałam jednak założyć działalność gospodarczą. Wyjść z inkubatora, zamknąć rozdział z useme.eu (nie tylko przez prowizję przy każdej fakturze) i zacząć budować mocną markę Art.C. To w skrócie – faktycznie nazwa, nad którą myślałam tydzień, to Art Content. Moje pierwsze dziecko biznesowe, jakkolwiek to brzmi. 

Po co mi działalność gospodarcza?

Skoro mam inne możliwości rozliczania się. Jasne. Chociażby takie useme.eu, które naprawdę mi pomogło na samym początku. Mogłam rozliczać się fakturowo-vatowo z klientami, którzy tego wymagali. Inkubator również był jakimś rozwiązaniem – ale chociaż pracowałam nad swoją marką, czułam niedosyt. Dlatego zawsze w głowie kołatało mi się stwierdzenie, że tylko DG będzie wyborem idealnym. 

No i jak to, kurczę, zignorować?

Własny NIP, własna marka, ale i ogromna odpowiedzialność, bo jednoosobowa. Na szczęście istnieje milion sposobów na jej utrzymanie. To jest tej firmy, i to w całkiem dobrej kondycji przez najbliższych kilka lat. Chociażby możliwości zwolnienia z ZUSów, w postaci umowy o pracę, po którą – bądź co bądź – musiałam sięgnąć, by wspomóc bliskich. Nie wyjdzie mi to bokiem. Rozwój i (nad)obowiązki pozwolą na zatrudnienie dodatkowych rąk do pracy. A że pomysłów na rozwój mam sporo, jak to ja, wiem, że będzie się działo. Za pomocą działalności i własnego systemu fakturowania mogę sięgać po zlecenia bardziej wymagających klientów, którzy cenią sobie współpracę z mikrofirmami. Będę mogła kontrolować przelewy i pilnować porządku tak, jak lubię – czyli od kuchni.

Jak się przygotowuję do otwarcia DG?

Przede wszystkim wiem, że potrzebuję co najmniej czterech tygodni, by zrozumieć, za co dokładnie się zabieram. Nie mam talentu do rachunkowości, jednak nie odstraszają mnie papierkowe robótki. Po prostu muszę się tego nauczyć, a więc poświęcić kilka, może kilkanaście dni na znalezienie odpowiednich źródeł wiedzy. Z tego, co zdążyłam już zauważyć, wiele firm i blogów biznesowych oferuje wiele informacji za darmo. Ich zebranie może faktycznie trochę trwać, ale warto korzystać z podobnych wpisów. 

Zrobiłam też w tym momencie research związany z zakupem sprzętu i dodatkowych narzędzi, które ułatwią mi pracę. Między wiedzą o podatkach, usilnie konsumuję wszystkie ciekawostki o pracy agencji marketingowej i staram się zbierać to w jednym miejscu. W tym momencie tym miejscem jest prosty zeszyt z zakładkami, bym się nie zgubiła. 

Ważną rzeczą jest również konto bankowe biznesowe i sam proces założenia DG. Osobiście, skuszona komentarzami na kobiecych grupach biznesowych, decyduję się na MBank, czyli bank, z którego usług korzystam na co dzień. 

W skrócie wygląda to tak:

  1. Zbieram wiedzę na temat działalności jednoosobowej w każdy możliwy sposób.
  2. Tworzę swoisty biznes-plan, który pomoże mi kreować wizerunek firmy przez kilka pierwszych miesięcy.
  3. Zastanawiam się nad narzędziami i sprzętem, bez którego praca byłaby zbyt trudna, w razie możliwości inwestuję w niego już na pierwszym etapie DG. 
  4. Zapoznaję się z ofertami profili bankowych dla biznesu i wybieram najlepszą opcję. 
  5. Mam już swoją bazę klientów, ale jeżeli ty jej nie posiadasz, zacznij od wygodnego useme.eu. Pomimo prowizji, useme rozwija się dla freelancerów w bardzo fajnym tempie. Udostępnia wiele możliwości.
  6. Być może masz możliwość obejścia ZUSów. Zrób to, serio. 

Czy student i DG to dobre rozwiązanie?

Jeżeli jesteś studentem i dopiero zaczynasz swoją przygodę z wolnymi zawodami, zastopuj. Cieszę się, że czekałam półtora roku z założeniem DG, pomimo dobrze rokującej przyszłości. Okazało się, że przez życie prywatne w pewnym momencie rozsypał się mój plan idealny. Miałam spore opóźnienia w zleceniach i w konsekwencji na luty nie wzięłam praktycznie nic nowego. Wychodząc na prostą, po lutym, odkryłam, że po opłaceniu życia nie mogłam pozwolić sobie na regularne odłożenie pieniędzy. Bo po prostu nie miałam z czego.

Nad działalnością warto się zastanowić. Chociaż mam pewny plan na poradzenie sobie z prowadzeniem i finansami Art Content, obawiam się, że coś możemi utrudnić pracę. A przecież nie chodzi o stres przy tworzeniu swojej marki. Równie dobrze można to robić w ramach działalności nierejestrowanej. A jak to będzie u mnie? Dam znać, na pewno!