Dom,  Lifestyle,  Planner,  Student,  Work,  WorkLife,  Zarobek

5 kroków do lepszej organizacji czasu według studentki i bizneswoman

Uwielbiam i jednocześnie tego nienawidzę. Organizacją czasu zajmuje się wiele kobiet, między innymi Pani Swojego Czasu, której historię wielkiej zmiany w jej życiu czytałam dwa dni temu. Ale wiele moich znajomych pyta mnie, jak ja to robię, że łączę wiele różnych aktywności i nie jestem zmęczona. 

Oczywiście z tym ostatnim się nie zgodzę. Są dni, kiedy padam na ryj, rzucam wszystko i robię coś nagłego. Jednak nigdy w kwestii pracy, a w kwestii na przykład uczelni, tak jak w dzisiejszy poniedziałek, kiedy to fizycznie po prostu nie mogłam się tam znaleźć. Organizacja czasu i informacja na temat tego, ile mogę sobie pozwolić z moim grafikiem, zależy przede wszystkim od mojej umiejętności godzenia ze sobą zupełnie różnych czynności, bez zniechęcenia się do nich, jak to się dzieje u innych. Ten proces jest strasznie nudny, ale jestem w stanie wyłuskać z niego pięć fajnych informacji, dzięki którym lepiej zaczniesz pracować na swoim i w ogóle żyć. 

Jak wygląda u mnie dzień pracy?

Przede wszystkim – każdy wygląda inaczej. Nie mam stałych godzin pracy (prócz uczelni, ale tutaj śmiało sobie folguję ze zwolnieniami, bo czasami po prostu muszęto zrobić), nie mam też jeszcze dziecka, a psy, które nie wymagają takiego uporządkowania. Dlatego jestem elastyczna. Ale zajmuję się codziennie kilkoma projektami:

  1. Praca – piszę dla klientów średnio 10 godzin w tygodniu, co pozwala mi dostosować swoje przychody na zadowalającym poziomie. W czas realizowania zleceń nie wliczam odpowiedzi na oferty, rozmowy z klientami, research i promocję w sieci. Razem praca zajmuje mi około 14-15 godzin tygodniowo. 
  2. Szkoła – teoretycznie mam  cztery dni zajęć, średnio po 2-3 zajęcia. Wyjątkiem w tym roku jest środa, ale wykładowczyni tak szybko kończy, że mieścimy się w przeszło 3 zajęciach. Problemem są dojazdy, które zajmują trzy godziny (w obie strony). Naukę wliczam dopiero od grudnia – właściwie zaczęłam się uczyć, a raczej przygotowywać zaliczenia w postaci prezentacji.
  3. Magazyny i współprace – działam na rzecz Magazynu Biały Kruk, piszę rocznie dla 6-8 magazynów/zinów. Do tego opiekuję się marketingowo niektórymi projektami non-profit.
  4. Opiekuję się swoim niszowym dzieckiem – czyli zinem „JAK ŻONA Z ŻONĄ”. 
  5. Przygotowuję obiady, ogarniam kuchnię i zwierzęta – robiąc to regularnie i z pomysłem, radzę sobie z tym w godzinę, dwie.
  6. Piszę książki – codziennie po 10 tys zzs, od rozpoczęcia danego projektu. 

Poza tym angażuje się w różne wydarzenia, jak pomoc potrzebującym dzieciom z ramienia akcji Listy do Mikołaja, o której wspomniałam tutaj. Dużo, mało pracy? Sama czasami nie wiem. Wiem, że ważna jest dla mnie terminowość, cierpliwość, twarde pośladki i… kalendarz. 

Co więc robię, by nie zwariować?

Przede wszystkim – znajduję czas tam, gdzie go nie ma. Jeszcze kilka miesięcy temu powtarzałam frazesy o tym, że kupię kilka godzin doby, jeżeli ktoś ma ją na stanie. Dzisiaj wiem, że czas można wykorzystać na wiele sposobów, na przykład wykorzystać wolną nieobecność, zrealizować w ciągu ośmiu godzin wszystkie zlecenia na bieżący tydzień i następnego dnia zająć się uczelnią – by skończyć wtorek z gotową redakcją opowiadania i mieć środę, czwartek oraz piątek tylko dla siebie. Ale wymaga to:

  1. Skupienia na pracy – przez kilka godzin dosłownie nic nie może cię rozpraszać, dlatego warto w tym czasie ostro nałożyć sobie mentalną blokadę na YT, TV, Netflixa, książki oraz zdradliwe social media. Dzięki temu pracuję nawet dwa razy szybciej!
  2. Dokładnego rozpisania wszystkich obowiązków – dokładnego, to jest z liczbą znaków do napisania, z nakładem pracy, jaką musisz włożyć w dane zlecenie/obowiązek. Znając siebie, wiesz, ile czasu zajmie ci to lub to, dlatego nie wypisuj w kalendarzu haseł, a myśli, które umożliwią realizację, na przykład: Teksty SEO o sukienkach – 2x po 3000zzs. Posprzątanie garów i zrobienie obiadu (zupa krem) – 50minut + pieczenie dyni. 
  3. Kalendarza – to twój przyjaciel, a nie wróg. Pozwól mu być przy tobie blisko (czyli nie kupuj takiego kloca, jakiego ja kupiłam, jeżeli nie masz gdzie tego nosić – patrz. zdjęcie na końcu postu). Wybierz model, który cie zadowoli i który faktycznie będzie zachęcał do zaglądania. Może to być zwykły zeszyt (który u mnie się sprawdził w ostatnim kwartale roku) lub typowy bullet journal. 
  4. Satysfakcji z działania – na początku organizacji zapisywałam rzeczy przyjemne do zrealizowania, na przykład napisanie wpisu czy skończenie rozdziału książki. Wykreślałam zrealizowane pozycje, coraz bardziej czując zadowolenie. W końcu kalendarz pokazał mi, że nie jestem totalnie bezproduktywna. Mam czarno (a raczej niebiesko) na białym, że się rozwijam. To było i jest wspaniałe. Dzięki temu wiem, że organizując nowy projekt, dam sobie z tym radę. Bo dałam radę tego, tego i tego wielkiego dla mnie dnia. 
  5. Walki z samym sobą – jeżeli nikt nie ma prawa tobą rządzić, ty rządź samym sobą. Ja nigdy nie dopuszczam do siebie informacji, że coś zepsułam czy przyczyniłam się do jakiegoś problemu. Nie wypracowałam tego mechanizmu w moim życiu, ALE kiedy kalendarz mi pokazuje, że coś spieprzyłam – wiem, że ma rację. Bo ja to napisałam i to ja poległam przy organizacji. I wiecie co? Szybciej wtedy przepraszam. Naprawiam błąd. Dzięki organizacji, dobrej – dorastam.