Lifestyle,  WorkLife

WorkLife Integration – o co z tym chodzi?

Kiedy zaczynałam swoje pierwsze kroki w biznesie, nie miałam pojęcia, że aż tak mnie to wszystko wciągnie. Pomyslałam: „hej, to nowa przygoda, a pieniądze zawsze się przydadzą, zwłaszcza tobie”. Pomyślałam sobie też, że jak nie wyjdzie, to nie wyjdzie – bo w końcu ile copywriterów mamy mieć na rynku?

Ale wszystko wyszło. Wszystko, to znaczy to, co sobie zaplanowałam, a nawet lepiej. Mija rok od pierwszego, dramatycznego zlecenia, w którym zarabiałam grosze na każdym tekście, bo skusiło mnie to, że… właściwie do dzisiaj nie wiem, co mnie skusiło. Chyba muszę z tego zrobić jakąś zabawną historię.

Work-Life Balance to przeżytek

Dla mnie od dawna liczy się wyścig szczurów, chociaż podobno nie ma się czym chwalić. Uwielbiam jednak nad życie czuć adrenalinę, stres, nerwy i dedlajn. Wtedy żyję i się uśmiecham dużo szerzej niż podczas czytania o slow lifie. Work-life balance jest podobną filozofią. Według niej balansowanie pomiędzy dwoma tak ważnymi obszarami życia musi przebiegać z głową. 

W sensie, że musimy oddzielać pracę od życia prywatnego, a życie prywatne od pracy. Brak przenikania się tych struktur ma nam zrobić dzień, pokazać, że wszystko, co jest odpowiednio wyważone, jest tak naprawdę dobre. 

Szkoda, że jako copywriter nigdy nie doświadczyłam tego na własnej skórze. Niektóre zawody po prostu muszą się przenikać – życie na freelansie jest wyborem, w który od razu wpisałam coś zupełnie innego niż balansowanie między „work” i „life”. Ja wolę, żeby to wszystko się przenikało i tworzyło wybuchową mieszankę, która nazywa się tak, jak mój nowy blog. 

WorkLife Integrity – bo przenikanie oznacza rozwój

Biznes, zwłaszcza swój i na swoich własnych zasadach, to próby, porażki i zwycięstwa. Może to źle, że przez sześć dni tygodnia pracuję i próbuję się rozwijać. A potem, tego siódmego dnia, padam na łóżku z poczuciem totalnego przytłoczenia. 

Wyznaję zasadę, że mogę to robić. Rozwój biznesowy nauczył mnie wiele o życiu prywatnym. Pokazał, że ważna jest rodzina i partnerka, która wspiera chociażby samą obecnością i wysłuchaniem wszystkich planów. Że czasami trzeba udać się do sklepu bez telefonu i nie gotować się na samą myśl, że jakiś klient może akurat mieć bardzo ważne pytanie. Integracja tych dwóch obszarów pozwoli nam nie tylko lepiej pracować, ale nauczy nas umiejętności miękkich. Tak było ze mną, przez cały rok, od października do października.

Te umiejętności pozwalają mi nie tylko lepiej zaangażować się w pracę, ale także w życie codzienne. Lepsze planowanie to sposób na wyrobienie w sobie nawyku oszczędzania – a kiedy kwoty za zlecenia wpadają co dwa, trzy dni, nie widzi się, ile można lekką ręką wydać na pierdoły. Policzyłam to, specjalnie dla tego wpisu. Wyszło mi, że zupełnie nieświadomie wydałam półtora tysiąca. Ale jak? Kiedy to przyszło? A kiedy wyszło? No właśnie.

Mogę być sobą w swoim własnym biznesie, wyznając fast life i worklife integration

To dla mnie ogromnie ważna sprawa, ponieważ lubię być wolna i lubię być niezależna. Z tego powodu tworzę swoje docelowe miejsce, w którym muszę, po prostu muszę zamieścić wszystkie ważne informacje, dotyczące ładnych literek, dziewczyńskich biznesów, żon z żonami i szczęścia, które daje mi moc do działania. 

Dlatego nie przedłużając, chcę napisać o trzech najważniejszych powodach, dla których zdecydowałam się założyć takiego, a nie innego bloga. Miały być Miejskie Magnolie, ale życie bywa przewrotne i zmieniłam plany. Tamta nazwa jednak nie odejdzie w zapomnienie – wykorzysta ją moja dziewczyna. 

A co ja będę zamieszczać tutaj? Przede wszystkim:

  • Radosne tworzenie – brakuje mi miejsca, takiego na wszystkie myśli, związane z lifestyle’em, biznesem, copywritingiem, studiami oraz tęczą. Blog to nie Instagram, chociaż i na niego zapraszam. 
  • Biznes w sieci, biznes okiem studentki – chętnie opowiem, jak świetnie jest studiować i już na siebie zarabiać.
  • Tęcza i homoseksualizm – bo w końcu niektóre bizneswoman są nieheteroseksualne.
  • Lifestyle według mnie – czyli wszystko, czego się nie spodziewacie. Nawet ja się nie spodziewam. Serio.